Coś od przyjaciół

Antoine Saint Exupery

 

 

 

 

 

 

 

 

Oto strona witryny przeznaczona dla tekstów stworzonych przez moich przyjaciół.

 

 

Jeśli masz jakiś własny tekst, który współbrzmi z duchem tej witryny i chcesz go udostępnić swoim i moim przyjaciołom, to nie wahaj się mi go przysłać na adres: indigoapollo@yahoo.se

 

Teksty Tadeusza

Z cyklu: "Rozumiesz to Polsko? I kilka innych kazań prawie że sejmowych"

 

 

Nic mi się samo z siebie nie przytrafia – czyli wyciągnij laskę i rozdziel wody morza

 

Niedawno słyszałem, że znany piłkarz A. Milik oświadczył, że jest wierzący i często modli się przed meczem. Zastanawiałem się jak może wyglądać ta modlitwa. Człowiek modli się do Niewidzialnego i prosi n.p., żeby drużyna wygrała, albo żeby on sam strzelił bramkę. I nie wie, jakie ów Niewidzialny ma zdanie w tej sprawie.

Odchodząc od tego przykładu i traktując ten temat szerzej pytam: jak to jest. Kiedy, jak w powyższym przykładzie, zależy nam na czymś i prosimy, zrzucamy nasz ciężar (i odpowiedzialność) na Niewidzialnego i to jest pozytywny aspekt takiej modlitwy, bo po co nosić ciężar? Z drugiej strony, kiedy nam bardzo zależy to tak łatwo nie rezygnujemy. Nie tak dawno sam modliłem się o uzdrowienie zęba. (byłem u dentysty, ale i tak potrzebowałem pomocy). Jak tu przestać pozbywać się ciężaru, kiedy ząb nadal boli. I choć wiem, że choroby nie pochodzą od Boga i na pewno nie jest jego wolą bym cierpiał, ale bym miał życie obfite, to jednak sama ta wiedza bólu nie likwiduje, choć pomaga likwidować strach przed czymś jeszcze gorszym. Skądś się jednak to wzięło i zmusza mnie do szukania, co jest we mnie takiego, co doprowadziło do takiego stanu. I tak człowiek z jednej strony wizualizuje jak jakaś świetlista moc likwiduje bakterie w zębie (zaplombowanym) i doprowadza komórki do normalności, z drugiej strony zastanawiam się, co poprawić w życiu, co zmienić. To wszystko jest trochę na oślep, bo szczegółów się nie widzi. 

Dojrzałe życie to życie odpowiedzialne, a to w gruncie rzeczy oznacza, że nic mi się samo z siebie nie przytrafia, na nikogo nie mogę zwalić winy, bo wszystko to sam stworzyłem. (Ale kiedy?, Ale jak?)

No właśnie. 

Chciałoby się dorosnąć do poziomu, jak w biblijnym przykładzie, kiedy Mojżesz stojąc nad Morzem Czerwonym z bezbronnym ludem, a doganiają ich wojska egipskie. Woła więc do Boga o pomoc. A Bóg mu mówi: Po co do mnie wołasz? Wyciągnij laskę i rozdziel wody morza (Ks. Wyjścia 14:15-16).

 

17 czerwca 2018

Tadeusz Wołoszyn

 

 

 

Albo my wygramy, albo oni  

Polscy piłkarze wprawdzie odpadli już z Euro, ale żeby za długo nie obchodzić żałoby narodowej można by kibicować Walii – symbol brexit-u, który przykładowo jest sprzeciwem walijskich rybaków wobec dogmatyzmu Brukseli i Berlina. Można tez kibicować Islandii, która zwyciężyła bank-sterów w swoim kraju. Może się jednak też tak stać, że i te drużyny odpadną i co wtedy? 

Jakie jest wyjście, żeby nie cierpieć goryczy porażki przez nadmierne przywiązanie czy utożsamianie się ze swoją drużyną. Można to traktować jak dobrą zabawę jak mówił trener Niemców, Loewe. Czy jednak tego potrzebnego dystansu i zdrowego rozsądku przypadkiem sobie nie wmawiamy? 

Dlaczego lubimy taka zabawę? Rywalizację, że jedni się cieszą kosztem drugich. Lubimy adrenalinę w czasie oglądania meczu czy innego "horroru". Czy to ma wypełnić nudę czy pustkę. Skąd się bierze owa pustka? Czy jest rzeczywista, czy ktoś lub coś nam ją wmawia? 

Tworzymy naszą przyszłość przez obrazy (wyobrażenia) w teraźniejszości. Jeśli handlarz lub producent czegoś obawia się konkurencji to przywołuje (przyciąga) ją do siebie. Podobnie jest z ową pustką. Nie ma jej. Nikt nie musi dla nas wygrywać, abyśmy mogli czuć się zwycięzcami. 

Bóg nas stworzył z miłości, dał nam Ziemię byśmy mogli się rozwijać, a cała materia jest stworzona ze światła (wg Biblii pierwszymi stwórczymi słowami "niech się stanie światłość"). Kiedy jest dużo światła, to materia, która teraz tak wiele nam przesłania, staje się jakby rzadsza czy bardziej przeźroczysta. Widzimy wówczas to, co jest "niewidzialne", albo raczej przesłonięte zewnętrznymi pozorami. 

Rozumiemy, że im bardziej drużyna czy kibice chcą wygrać, czyli de facto im bardziej obawiają się porażki, tym bardziej przyciągają odpowiedniego rywala, który spełni nasze obawy.

Co to są czarne konie? Są to drużyny, na które nikt nie liczył, a wiec nie ma tyle negatywnych emocji związanych z obawami o ich powodzenie. Trener Górski wiele wygrał ze swoją drużyną, ale wtedy była w narodzie inna mentalność. Nie było takiego przymusu wygrywania, że piłkarze obecnie wręcz tłumaczą się po nieudanych występach. Były piosenki "albo my wygramy, albo oni", a Górski mawiał "tak się gra jak przeciwnik pozwala" Zawsze jest to albo to. Przecież ci "oni" to też my, którzy chcemy wygrywać. Rywalizacja to dualizm – sztuczne stwarzanie wroga. W skrajnych przypadkach prowadzi do przemocy – wojen kibiców. 

Nie musimy się nikogo obawiać ani z nim walczyć. Wola Bożą jest obfitość dla wszystkich. Nie przyciągajmy, więc niedostatku. Jezus powiedział: "Spójrz na ptaki niebieskie... Jeśli Bóg Ojciec tak o nie dba, to czyż nie o wiele więcej o nas?"

2 lipca 2016

Tadeusz Wołoszyn

 

Inne teksty Tadeusza takie jak: 

Co można powiedzieć Francuzom po tej tragedii? 

Rozumiesz to Polsko? 

jeśli ci będą milczeć kamienie krzyczeć będą 

Przepis na szczęście 

Zakamuflowana mowa nienawiści

Znajdziesz TUTAJ

 

 

 

A teraz zapraszam Cię na stronę, którą nazwałem

Jestem tłumaczem jednego autora